Przystanek Opole – głos z Drezna

 

 

 

Bardzo się cieszę, że GW podjęła temat przyszlości i perspektyw życia w miastach w Polsce. Szczególnie los i rozwój mojego rodzinnego Opola leży mi na sercu. Dobrze też, że dyskusja nie toczy się jedynie o Opolu a równolegle z innymi równymi lub większymi ośrodkami miejskimi. Ma się skale porównawczą, szybko można oddzielić ogólne narzekanie na   

sytuacje w kraju i cieżki start młodych od krytyki, która słusznie należy się naszemu miastu.

 

Analiza porównawcza jest niezbędna, bez niej trudno odnieść się do samych zarzutów; sami narzekający nie mają też dobrego obiektywnego porównania własnej sytuacji, gdyż mierzy się zawsze do lepszych, a gorszych się po prostu nie dostrzega.

Tak oto mieszkaniec wschodnich landów Niemiec uważa ze żyje mu się źle, brak jest perspektyw na rozwój, młodzież wyjeżdża na zachód  a miasta jak Halle czy Chemnitz się wyludniają. Dzieje się tak mimo wielu miliardów EUR jakie wpompowano w ramach paktu solidarnościowego w infrastrukture i promocje przedsiębiorczości, miasta się wyludniają mimo że można bez trudu wynająć mieszkanie na czas nieokreślony za 1/4 - 1/5 przeciętnej pensji. Z pewnością nie wyobrażają sobie, jak my w Polsce dajemy sobie radę, gdy po zapłaceniu czynszu zostaje równowartość 200 EUR na życie! Mieszkańcy Opola, Wrocławia czy Warszawy potrafią sobie to wyobrazić, przecież to proza życia, jednak czy narzekając zdajemy sobie sprawę jak dają sobie młodzi ukraincy, gdy czynsze w Kijowie są półtorej razy wyższe od średniej miesięcznej pensji? Czy tak da się w ogóle żyć? Jakoś oni dają sobie radę, stać ich jeszcze do tego na europejskie ciuchy i komórki, stać ich na „normalność”. Dobrze jest mieć pojęcie o głebokości perspektywy, jaka roztacza się za nami narzekając ile jest przed nami.

 

Przeczytałem dosyć uważnie większość wpisów na forum, niekiedy sam zabierałem głos. Generalnie po lekturze można odnieść wrażenie, że w Opolu nie może już być gorzej, jest szaro, nudno, brudno i bez perspektyw, wszyscy pakują walizki. Może warto więc na początek porównać Opole do innych miast biorących udział w „Przystanku” GW.

 

Dla przejrzystości podzieliłem metropolie na kilka grup:

 

1 GRUPA : Warszawa, Wrocław, Kraków, Łódź, Poznan, Gdańsk ( Trójmiasto )

 

To największe i najprężniejsze centra w Polsce. Jeżeli wierzyć malkontentom, wszyscy powinniśmy się przeprowadzić do nich a wtedy żyło by się dostatnio, kulturalnie i szczęśliwie.

 

2 GRUPA: Katowice, Białystok, Lublin, Szczecin, Bydgoszcz, Czestochowa

 

Wieksze ludnościowo od Opola, metropolie które już są zaliczane przez samych mieszkańców jako prowincja.

 

3 GRUPA: Rzeszów, Zielona Góra, Olsztyn, Toruń, Opole, ( Nowy Sącz, Jelenia Góra, Gliwice )

 

Liga opolska. Ośrodki o znaczeniu regionalnym o ludności w granicach 100-150 tys. mieszkańców i dosyć wysokim standarcie życia.

 

4 GRUPA: pozostałe miasta w „Przystanku” ( m.in. Kielce, Radom, Gorzów Wlkp. , Płock )  oraz wszystkie inne ponad stutysięczne, które utraciły statut siedziby województwa ( np. Tarnow, Koszalin, Kalisz, Legnica )

 

Głównym kryterium podziału była liczba mieszkańców, dopiero w drugiej kolejnosci ( grupa czwarta ) dodałem kryterium potencjału rozwojowego.

 

Miasta grupy pierwszej są prymusami. Najbardziej rozreklamowane, silne ośrodki kulturalne i studenckie, najlepsze knajpy. Wiekszość młodzieży albo już była w tych miastach, albo chce je koniecznie odwiedzić. Na szczęście Warszawa nie drenuje potencjału ( może poza wyjątkiem Łodzi ) innych największych miast Polski, nie grozi nam więc sytuacja jak w Grecji czy na Węgrzech, gdzie państwo zamienia się w olbrzymie megapolis wokół stolicy.

 

W najgorszym przypadku Polska zamieni się w sześć megapolis, gdyż już w dużych jak na polskie warunki miastach grupy drugiej rozlega się jakże swojsko brzmiące utyskiwanie na brak perspektyw i prowincjonalizm. Mieszkańcy Białegostoku nie mają nawet deptaka, samo miasto budowane jest bez planu a atmosferę miejską określa się jako nijaką. Bydgoszcz sami bydgoszczanie nazywają „Brzydgoszcz” , miasto jest bez elit, nawet wojewoda to desant z zewnatrz. Po godzinie 18-stej centrum miasta przypomina pustynię. Częstochowa ma opinie miasta nieprzyjaznego rowerzystom i pieszym, spacerując po głównej Aleji NMP jest się narażonym na rozjechanie lub ochlapanie przez samochody. Miasto jest komunikacyjnym koszmarem, nie ma obwodnicy, nawet jej części. W dodatku nie potrafi zarabiać na pielgrzymach i przez to klasztor Paulinów zamiast być motorem napędzajacym jest raczej kłopotem. Nawet Katowice, stolica wielkiego koglomeratu miejskiego z rzutkim prezydentem Uszokiem jest odbierane jako miasto prowincjonalne, „no sexy”, nieprzyjemne do życia i bardzo niebezpieczne, co potwierdzają też statystyki.

 

Biorąc pod uwagę te opinie, powszechne wg rankingów przedstawionych w GW, miasta grupy trzeciej nie wypadają na tym tle tak źle. Zakładając realistycznie, że nie wszysy uciekną do Holandii, Niemiec, na wyspy czy nie wyprowadzą się do miast z pierwszej grupy pozostaje całkiem pokaźny rząd dusz do zagospodarowania i mam na myśli nie tylko ludzi średnich czy o pasywnej postawie życiowej. Opole może śmiało konkurować nie tylko z prężnymi miastami grupy trzeciej, ale równiez i z drugiej oraz...czwartej, gdyż konkurencja nie śpi! Z przykład mogę podać Bydgoszcz, która mimo geograficznej i administracyjnej bliskosci przegrywa z dwukrotnie mniejszym, ale agresywniej się promującym Toruniem lub Lublin, „naturalna” stolica „ściany wschodniej”, który bój o lotnisko regionalne oraz o autostrady przegrał z dwukrotnie mniejszą stolicą Podkarpacia. Rzeszów także ma wiekszy odsetek mieszkańców z wyższym wykształceniem od Lublina, będącego cenionym ośrodkiem akademickim. Jednak i rzeszowianie narzekają na słaby PR ich miasta, jest to miasto nieznane, o którym myśli się w Polsce, że priorytetem jest elektryfikacja i walka z analfabetyzmem. Olsztyn moze się pochwalić duża kreatywnością mieszkańców, jednak powszechnie zauważa się urzedniczą butę (to w Olsztynie urzędnicy wytaczali mieszkańcom procesy o zniesławienie), bardzo słabe skomunikowanie miasta ze stolica kraju i tragiczny dworzec PKP. W Zielonej Górze mimo posiadania obwodnicy i pięknego deptaka oraz wielu terenów zielonych narzeka się na słabą władzę ( skąd my to znamy?! ) brak aquaparku czy multipleksu oraz porządnej galerii handlowej. Zielonogórzanie mają po prostu dalej do Poznania niż opolanie na Bielany Wrocławskie lub do Silesia City.

 

Poza pierwsza szóstką miast z grupy pierwszej najlepsze wrażenie robią Rzeszów, Toruń oraz....Opole. Ta ostatnia pozycja to nie kpina ani żart. Tak po prostu wynika z rankingów oraz przytoczonych powyżej opinii, jakie mieszkańcy innych metropolii mają o własnym miejscu zamieszkania. Atutem Opola jest z pewnościa stan poczucia bezpieczeństwa ( 1-2 miejsce w rankingu ogolnopolskim ), niska korupcja ( najlepszy wynik w Polsce ) oraz wysoka etyka pracy i punktualność potencjalnych pracowników ( 2 miejsce w Polsce ). Również w innych kategoriach wypadamy całkiem przyzwoicie, jesteśmy lubiani i odbierani jako sympatyczni. Nawet stopień naszej sympatii do Opola, wbrew temu co przeczytać można na forum, jest całkiem zadowalający, czterech na pięciu opolan lubi lub kocha własne miasto!

Atutem Opola, niezależnie od tego, jak bierna będzie nasza administracja jest bliskość Wrocławia, Katowic, Ostravy i Krakowa, duży węzeł kolejowy oraz świetne skomunikowanie z siecią niemieckich i czeskich autostrad. Z Opola do Berlina, Drezna, Pragi, Wiednia a nawet Budapesztu latwiej i szybciej jest dojechac jak z Olsztyna lub Rzeszowa do Warszawy. Z Warszawą za to mamy wygodniejsze i szybsze połączenia niz Szczecin, Zielona Góra a nawet faworyzowany Wrocław. Tego nikt nam nie zabierze a zanim wybuduja trasy S-8, S-3 lub S-10 minie kolejne dziesięciolecie.

Na tle Wrocławia najlepiej też da się nacechować opolskie WADY. O ile wrocławianie uznają swoje miasto jako dynamiczne a tylko 4% opisało je jako zastygłe to aż 60% opolan tak właśnie ocenia teraźniejszość miasta! Tutaj warto odnieść się do „siedmiu grzechów głównych” nakreślonych przez redaktora naczelnego opolskiego wydania GW oraz poszukać przyczyn takiego stanu.

 

Przyznaję rację, że nie mieliśmy szczęścia do osób zasiadających za sterami miejskiego magistratu, niezależnie od koloru barw partyjnych. Przaśność władzy i powszechną chęć zmiany tego stanu  można chyba wytłumaczyć żywą wciąż pamieć o „Papie Musiole” i chęć udekorowania jego osoby, ale pośrednio i jego stylu rządzenia oraz osobistego zaangażowania na stanowisku, pomnikiem. Lewicowi prezydenci oraz obecnie nam urzędujący prezydent Zembaczyński pomnika się nie doczekają. Afera „ratuszgate” początkowo zaszkodziła miastu, był to okres gdy do biur polskich magistratów znów zaczęli pukać zagraniczni i krajowi inwestorzy. U nas nie mieli z kim rozmawiać, bo nasza wierchuszka większość czasu spędzała między ul. Sądowa a Dubois. Jednak później w kraj poszła informacja o stowarzyszeniu „Stop korupcji” oraz o roli jakie odegrało ono w wyciągnieciu brudów na wierzch. Ludzie się przebudzili, odkryli w sobie obywatelskiego bakcyla, świetny wynik obecnego prezydenta oraz radnego Kowalskiego w wyborach dały temu wyraz. Afera oczysciła klimat relacji urzędnik-petent, proszę zwrócić uwagę na najniższy wskaźnik korupcji w kraju.

 

Niska korupcja, wysoka etyka pracy, punktualność, obwodnica, autostrada na zachód, bezpieczne miasto o niskiej energii kryminalnej mieszkańców, korzystne położenie komunikacyjne, ośrodek akademicki, mimo silnej emigracji zarobkowej dużo młodzieży. Czego więc brakuje?

 

Przede wszystkim dobrego PR-u. Wobec przedsiębiorców również, ale szczególnie wobec własnych mieszkańców. Miasto czy region wyłożyło pieniądze na „Centrum Obsługi Inwestora Zagranicznego” oraz na „Informacje Turystyczną” dla turystów którzy do nas zbłądzili, może więc warto wydać jeszcze kilka PLN na „Centrum Podtrzymywania Pozytywnego Myślenia” skierowanego do opolan?  Nie musi to być osobne biuro, wystarczy mała ale sprawna komórka w urzędzie gdzie czytano by fora internetowe, przeglądano prasę i blogi pod kątem opinii, jakie mają opolanie o własnym mieście. Komórka ta by na bieżąco referowała konkretnym wydziałom o nastrojach i próbowała przeciwdziałać przykładom defetyzmu przez małe, lecz medialnie skoordynowane akcje. Dobrym przykładem jest akcja tworzenia plaż piaszczystych z boiskami do siatkowki wraz z obslugą ratowniczą na opolskich wyrobiskach. To działanie wyszło naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców i było szybko i sprawnie zrealizowane. To przykład dobry. Błedem natomiast była likwidacja rowerowego toru przeszkód na wyspie Bolko (wbrew opinii publicznej i praktycznie bez wyraźnego celu ) lub skąpstwo i szarpanie sie z młodzieżą o tor do scatingu. Mały pieniądz a strata image’u pokaźna. Od razu przy okazji zostało wytknięte przez media i mieszkańców jak mało się buduje ścieżek rowerowych oraz w jakim stanie są osiedlowe boiska i place zabaw. Może to się wydać niewiarygodne, ale kilka takich negatywnych „newsów” o tym jaka to nasza władza arogancka, niemrawa lub złośliwa w połączeniu z oburzającym faktem, że w „Masce” nie można się nawet napić piwa i wysłuchaniu informacji w „Faktach” lub „Wiadomościach” o staraniach Wrocławia o Expo czy o nowej inwestycji w Łodzi może skłonić młodych ludzi do decyzji o wyjeździe z Opola!

 

Następnym grzechem jest brak zachęty ze strony miasta do współpracy z organizacjami pozarządowymi. Ogólnie brak jest akcji promocyjnej i zachęty ze strony magistratu do zrzeszania się obywateli. Miasto MUSI być otwarte na wszelkie pomysły swoich mieszkańców, choćby były one najbardziej absurdalne. Trzeba zachęty, by przełamać pierwsze lody i każdy, kto ma pomysł na cokolwiek chciał przyjsc do urzędu i podzielił sie z urzędnikiem swoim pomysłem. W wyniku takiej rozmowy powinna paść zachęta do załozenia firmy lub stowarzyszenia przez pomysłodawce, by nadać ramy prawne, a pomysłodawca ma mieć przekonanie, że został wysłuchany a po formalnościach rejestracyjnych znajdzie w mieście przyjazny klimat do swoich działań a w magistracie przyjaciela.

W ten sposob – być może – człowiek niezadowolony z czystości ulic stanie się przedsiębiorcą startującym w przetargach na sprzątanie ulic w przyszłości a grupa ludzi niezadowolonych z widoku klepiska na podwórku między kamienicami przekształci się w stowarzyszenie pielegnujące własne podwórko, korzystajace z dotacji i pomocy logistycznej służb miejskich.

 

Kolejnym grzechem jest brak zauważalnej współpracy miedzy Miastem Opole a gminami granicznymi. Brakuje wspólnego planu rozwoju i wspólnego frontu wobec inwestorów. Zupełnie niedopuszczalne jest szarpanie się i czynienie wstrętow sąsiedzkiej gminie, jak to było czynione Turawie przy okazji chęci przejęcia Osiedla Zawada czy inwestycji centrum handlowego po „turawskiej” stronie obwodnicy północnej. Czy żądanie pokaźnych inwestycji w infrastrukturę miejską ( przedlużenie dwujezdniowej ulicy Witosa az do obwodnicy łącznie ze skrzyżowaniem bezkolizyjnym ) przez gmine wiejska w Opolu za samą zgodę do podłączenia się inwestora pod „naszą” obwodnice nie było czymś innym jak aktem złośliwości lub obstrukcji? Zamiast współdziałania – wojna. Wstyd!

 

Błedem nazwałbym niewłączenie kierunków emigracji zarobkowej do Niemiec i Holandii do strategii rozwoju miasta. Korzyści są ( a racze byłyby ) wielorakie. Po pierwsze nikt tak naprawdę nie próbował obliczyć jaka jest rzeczywista siła nabywcza opolan i mieszkańców Opolszczyzny biorąc pod uwage transfery pienieżne z NL i D, które przecież nie sa uwzględniane ani przez urzedy skarbowe, ani przez GUS lub EUROSTAT we własnych statystykach. Dzięki temu wg Eurostatu nasz region ze wskaźnikiem 37% średniej siły nabywczej UE jest (statystycznie) najbiedniejszym regionem w okolicy, biedniejszym od Dolnego Sląska, Sląska czy Kraju Morawskośląskiego. Te dane czytają inwestorzy zagraniczni, być może niejedna galeria handlowa, centrum rozrywki czy developer omineli we wczesniejszej fazie badania rynku nasz region, nie wierząc w siłe nabywczą mieszkańców. Na terenie Opolszczyzny są firmy zajmujące się rozliczaniem podatkow niemieckich i holenderskich, są biura pośrednictwa pracy zagranicznej, one mają dane na podstawie których można byłoby doszacować brakujące setki milionów EUR, które są przez mieszkańców regionu tu przywożone, jednak wydawane już w regionach ościennych.

Po drugie cała armia sumiennych i dobrze ocenianych przez pracodawców pracownikow pracujacych w Niemczech lub Holandii naturalnie zbliża nas do rynku kapitałowego tych zasobnych krajów. Wiekszość pracujących legalnie obywateli Polski w Niemczech ( na stanowiskach wykwalifikowanych, pozarolniczych ) i w Holandii to mieszkancy Opolszczyzny. To ważki atut mieć na miejscu dużę liczbę potencjalnych pracowników, ktorzy znają wymagania zagranicznych pracodawców oraz filozofie tamtejszej kultury korporacyjnej, są mobilni ( przecież jechali setki kilometrów po prace ) i mają opinie pracowitych, wydajnych i uczciwych. Jednak nie każdy pracodawca o tym wie, gdyż statystyki rejestrują zatrudnionych jako Niemców ze starej UE.  Czy Opole agituje agresywniej w krajach niemieckojęzycznych w branżach „ulubionych” przez pracownikow z naszego regionu? Czy w ratuszu jest ktoś płynnie władający językiem niderlandzkim pod telefonem, utrzymujący ścisłe kontakty z konsulatem Królestwa Niderlandów, Belgii, Luksemburga czy tamtejszymi izbami handlowo-przemysłowymi? Czy jest strona www dla inwestorów w tym języku oraz we francuskim?

 

Wpływ na budżet miejski ze strony obywateli jest zbyt mały. Są oczywiście konsultacje społeczne i każdy może wnieść własną propozycje poprawki ale to zbyt mało, gdyż planiści miejscy i tak już wszystko rozdysponowali. Głosy z zewnątrz się przydają tylko jako potwierdzenie już podjętych decyzji lub pomoc, gdy są dwa równorzędne projekty. To zbyt mało by zachęcić mieszkańców nad pracą nad kształtowaniem budżetu, frustrujące jest późniejsze czytanie w prasie, że i tak wszystko Rada Miasta odrzuciła. Ma się wrażenie, że składając poprawke jest się naprzykrzającym warchołem, co tylko dodaje pracy radnym, pracy polegającej na odrzuceniu zgłoszonej formalnie propozycji do budżetu.

Doprowadza to do sytuacji zniechęcania się społeczników do składania propozycji dobrych dla ogółu a poprawki składają tylko wąskie grupy interesu, np. mieszkańcy posesji wnioskujących o położenie asfaltu właśnie na ich ulicy. O ściezki rowerowe nie zapyta ponownie już nikt. Może rozwiązaniem byłoby założenie „ex ante” dwudziestu procent rocznej sumy inwestycyjnej do rozparcelowania przez poprawki obywatelskie. Wtedy organizacje pozarządowe oraz pojedyńczy mieszkańcy wiedzą o co walczą a która poprawka będzie wydana i tak zależy od rady.

 

Ostatnią sprawą jest ożywienie roli miastotwórczej centrum Opola. Za mało knajp, klubów i pubow, za dużo siedzib banków. Banki to wieczorami martwe adresy a brak możliwosci zabawienia się jest bardziej  niszcząca opinie młodszych mieszkańców o mieście niz brak opery czy filharmonii. Nie oszukujmy się, zachwyt młodych wrocławian ( a przy okazji zachwyt opolan Wrocławiem ) nie wynika z faktu istnienia Teatru Polskiego czy Opery Wrocławskiej a Passage Luitpolda czy knajp przy rynku, bo do pubu chodzi sie trochę regularniej niz na sztukę teatralną, poza elitarną grupką melomanow. W Opolu istnieje przynajmniej 5 placy, mogących być ośrodkami spotkań młodzieży: Rynek, Mały Rynek, Plac Kopernika, Plac Daszyńskiego oraz ul. Barlickiego. Tylko Rynek jest ( szczegonie latem ) wykorzystany, inne miejsca czekają na odkrycie i intensywna promocje miasta, by w tych miejscach powstawały lokale integrujące życie wieczorne i nocne. Perspektywa dobrej zabawy przekona bardziej młodych do pozostania niz fabryka Phillipsa czy LG, ich oferta skierowana jest i tak do robotników a nie absolwentów uczelni.

 

Jak celnie zauważył redaktor naczelny wrocławskiego wydania GW, czym byłby Wrocław bez swojego rynku? No właśnie, czym? Może tym, czym teraz jest Opole?

 

Tomasz Wolny

STE Silesia Opole-Dresden

www.silesia.opole.pl